• ZADZWOŃ DO MNIE: 604 77 34 67

Konkurs na hasło? Uważaj w co się pakujesz…

Były czasy, w których dość często wygrywałem różnego rodzaju konkurs na hasło organizowany przez różnorakie firmy i instytucje. Nie jest to tematem tego wpisu. Zastanawiałem się, od którego momentu zacząć opisywać pewną historię. Stwierdziłem, że może warto cofnąć się o 3 tygodnie i zrobić krótkie podprowadzenie. A więc nie przedłużając…

Wygrałem wycieczkę na Kretę kiedy Bank Śląski zorganizował swój konkurs na hasło Banku Śląskiego. Z tego co pamiętam chodziło o napisanie wierszyka, przynajmniej ja to zrobiłem. Zająłem bodajże trzecie miejsce; pierwsze to była wycieczka na Bahamy. Na Krecie poznałem pewnego Greka – Nikosa. Opowiedział mi o swojej narzeczonej z Warszawy. Kiedy wracałem do Polski poprosił mnie o dostarczanie jej jakiegoś upominku, chyba to było wino. Przyleciałem do Polski. Po kilku dniach zadzwoniłem do narzeczonej Nikosa żeby przekazać jej prezent. Umówiliśmy się w pubie Zielona Gęś. Przy piwie rozmowa zeszła na temat mojego szczęścia w różnych konkursach. Opowiedziałem jej jak wygrałem kiedyś telewizor w loterii oraz o wycieczce na Kretę. Gdy tak sobie rozmawialiśmy w Zielonej Gęsi trwał właśnie event zorganizowany przez markę LM (papierosy). Nie za bardzo zwracałem uwagę na to co się dzieje, bo odbywało się to w innej części sali. W pewnym momencie zorientowałem się, że trwa właśnie konkurs polegający na odgadywaniu tematów muzycznych z różnych filmów. Nie jest to moja bajka (mówię o muzyce, filmy lubię). Rozmawialiśmy sobie przy piwie, a konkurs był gdzieś w tle. Co chwilę ktoś wygrywał nagrodę – bilety do kina. W pewnym momencie słyszę jak prowadzący mówi do mikrofonu.

„To już będzie ostatni kawałek: bardzo trudny. No zobaczymy jak sobie poradzicie”

I puszcza muzykę. Słucham. Skądś to znam. Na sali cisza nikt nie wie co to za kawałek. Już wiem! Kupiłem tę płytę przed kilku laty kiedy przez rok mieszkałem w USA. Soundtrack z filmu Crow 2.  Nic dziwnego, że nikt tego nie zna przecież to mega nisza i tylko głupi fart sprawił, że miałem ten album. Wcale zresztą nie jest jakiś super.

Mówię wiec głośno: „Muzyka z filmu The Crow”.

No i właśnie w ten sposób wygrałem (tym razem o dziwo nie był to konkurs na hasło, ale raczej muzyczna zabawa) za dwa bilety do kina. Dziewczyna, której opowiadałem o moim szczęściu w konkursach była w lekkim szoku. I tak zaczeła się historia, którą tak naprawdę chcę tu opisać…

No więc mam te dwa bilety. Tytuł filmu „Straszny dom”. Po czasie okazało się, że jest to jakiś głupkowaty horror o zamku, który straszy. Ale ja tu nie o filmie. Ja o tym co się działo przed nim. Niczego nie przeczuwając, razem z kumplem Grześkiem udaliśmy się do kina Iluzjon i stawiliśmy się przed jego drzwiami o wyznaczonej godzinie. Drzwi zamknięte, zniecierpliwiony tłumek wokół nas. W końcu otwierają się drzwi. Ludzie wlewają się do środka. Pierwsi z nich otrzymują darmowe kubki z popcornem od hostess ubranych w koszulki z logo LM. Dla nas nie starczyło. Siadamy na wyznaczonych miejscach i czekamy aż sala się zapełni. Kiedy już wszyscy usiedli nagle na scenie pod ekranem pojawił się koleś z mikrofonem.

 

 Witam wszystkich na pokazie filmu „Straszny dom”, którego sponsorem jest firma LM. Oj za chwilę będzie się tutaj działo! Będą szalone konkursy i nagrody. Czeka nas mnóstwo zabawy z LM, Jeeeee! Patrzymy na siebie z kumplem. O co chodzi? Miał być film… a tu nagle wyskakuje ten kolo i robi szopkę…  i zaczęło do nas docierać, w jaką to perfidną pułapkę zostaliśmy zwabieni. Darmowe bilety okazały się przynętą, która skusiła ponad stu ludzi w sidła półgodzinnego (!) propagandowego eventu z dymkiem w tle.

„Zapraszam na scenę trójkę śmiałków, którzy wezmą udział w naszym pierwszym konkursie.”

O dziwo podniosło się kilka rąk. Konferansjer wytypował trzy osoby. Wyszli na scenę.

„Oto pierwsza filmowa konkurencja przygotowana przez markę LM! Już za chwilę na ekranie pojawią się fragmenty filmów, należy… uwaga… należy odegrać jak najlepiej zaprezentowaną scenkę filmową. Kto to zrobi najlepiej otrzyma nagrodę.”

Pierwsze dwie osoby otrzymały dość proste zadania. Z tego co pamiętam jeden z panów musiał poruszać się w zwolnionym tempie jak Jim Carrey w filmie „Ace Ventura”. Uczestnicząca w konkursie pani również poradziła sobie dość dobrze. Przyszła kolej na ostatniego uczestnika. Mocno zestresowany młody człowiek w ortalionowym dresie spojrzał na ekran. Tam pojawiła się scenka z filmu „Jaś Fasola – nadciąga totalny kataklizm”. Scena w łazience, gdy Pan Fasola zmoczył sobie spodnie i charakterystycznym ruchem kopulacyjnym stara się je wysuszyć korzystając z suszarki do rąk. Zresztą, co ja się będę rozpisywał…

Gdy urywek filmowy się skończył na całej sali pojawił się lekki uśmieszek politowania. Chłopak zapadł się w sobie jeszcze bardziej. Odwrócił tyłem do sali i zaczął wykonywać ruchy podobne do tych, które przed chwilą zobaczył w filmie. Był tak zestresowany, że stracił chyba poczucie czasu. Na sali zaległa martwa cisza, a ten biedak odbywał wirtualny stosunek przez kilkadziesiąt  długich sekund. Bardzo przykry widok. W końcu konferansjer wyrwał go z tego stanu i zachęcił salę do oklasków. Konkurs wygrał koleś od Ace Ventury. Uczestnicy konkursu wrócili na swoje miejsca.

„ Świetnie! Zapraszam więc na kolejny konkurs! Potrzebuję trzy chętne osoby…”

I tu się chłopak przeliczył. Po mocnych wrażeniach w ostatniej, fantastycznej konkurencji nikt, dosłownie NIKT nie chciał wyjść na scenę.

Już wtedy przyszło mi do głowy pytanie: „Dlaczego pozwalamy sobie na takie traktowanie? Przecież przyszliśmy do kina na film – a nie na marketingową szopkę?” I od razu nasuwa się odpowiedź: dlatego, że nie zapłaciliśmy za bilety. Jeżeli dostaliśmy coś za darmo – czujemy się zobligowani do znoszenia takich upokorzeń. Ta myśl powróciła do mnie jeszcze raz tego wieczora. Ale o tym za chwilę…

Nasz konferansjer miał pewnie w swoim kontrakcie przeprowadzenie więcej niż jednego konkursu. To że do udziału w kolejnej zabawie nie chciało się zgłosić nawet pół osoby było mu całkowicie nie na rękę. Musiał zacząć działać?

„Może Pani?” wskazał na panią w trzecim rzędzie. Pani pokiwała przecząco głową. „A może Pan?”. Skucha. Głos prowadzącego zaczął robić się coraz bardziej nerwowy. Zszedł ze sceny i z mikrofonem w ręku zaczął przechadzać się wzdłuż rzędów. Jeszcze kilka osób mu odmówiło. Atmosfera stawała się coraz bardziej gęsta. Ludzie nerwowo spuszczali wzrok starając się nie wpaść mu w oko. W końcu widać było, że nasz wodzirej zdecydował się działać bardziej radykalnie. Podszedł do ostatniego rzędu i zwrócił się do dziewczyny siedzącej dość blisko niego.

„Na pewno Pani chce wziąć udział w tym konkursie”. Dziewczyna zaprzeczyła. „No proszę się nie wstydzić, to będzie bardzo prosta konkurencja”.  Nie dała za wygraną… Ale i konferansjer postanowił tym razem nie poddawać się tak łatwo. Sięgnął po oręż, w starciu z którym nie wiele osób potrafi się obronić.

„ Zachęćmy Panią brawami!” – spryciarz, prawda? Najlepszy copywriter by tego nie wymyślił.

Na sali pojawiły się dość skąpe oklaski. Tłum a ciekawością oczekiwał jaka będzie jej decyzja. Kiedy prowadzący znowu chciał już coś powiedzieć, z głośników usłyszeliśmy lekko przytłumiony, ale rozpoznawalny głos chłopaka siedzącego obok dziewczyny:

„spier… koleś”.

Tego już było za wiele. Doprowadzony do ostateczności konferansjer wycofując się na scenę upatrzył sobie nieszczęśnika siedzącego tuż koło mnie i zwrócił się do niego tymi słowami:

„Popcorn pan jadł? To MUSI pan wziąć udział w konkursie!”

Biedny chłopak spojrzał na  pudełko po popcornie, który otrzymał od hostessy przy wejściu do kina. Przez chwilę szamotał się wewnętrznie, ale cóż miał zrobić… przecież jadł kurde ten darmowy popcorn od LM’a… musi iść.

Spojrzeliśmy wtedy na siebie z kumplem. Od tamtej pory powiedzenie: „Popcorn pan jadł?” to jeden z naszych hitów. Później już nie wydarzyło się nic ciekawego. Konferansjer po przełamaniu lodów dokooptował dwie kolejne osoby na scenę i konkurs się odbył. Po jakimś czasie udało nam się nawet zobaczyć film. Nie wiele z niego pamiętam. Ale event LM’a był niezapomniany. Pewne dla wielu uczestników tego wydarzenia.

Siła wzajemności jest wielka. Marketing wykorzystuje ją bezlitośnie. A ten post jest tego najlepszym przykładem. Następnym razem  kiedy zobaczysz gdzieś konkurs na hasło… zastanów się trzy razy. A jeżeli bardzo chcesz wysilić swój umysł – zapraszam Cię na organizowany przeze mnie mini konkurs na hasło, który znajdziesz na mojej stronie w dziale Strefa Copywritera.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*