• ZADZWOŃ DO MNIE: 604 77 34 67
marketing

Marketing nie jedno ma imię.

Będzie to wpis z pogranicza marketingu, turystyki i gastronomii. Copywritingu nie będzie.
Dwa lata temu podczas wakacji gościliśmy nad polskim morzem, pięknym Bałtykiem. Będąc głodną rodziną w Koszalinie wyszukaliśmy w Googlu restauracji wegetariańskiej. Restauracji nie było – był bar. Vege bar. Zjedliśmy tam całkiem smacznie. Na ladzie znaleźliśmy też informację, że filia tego baru znajduje się w Mielnie. Jako, że z miejsca, w którym rezydowaliśmy było bliżej do Mielna niż Koszalina – bardzo się ucieszyliśmy z opcji dobrego wegetariańskiego jedzenia w bliskiej lokalizacji. Zanotowaliśmy więc adres z planem pojawienia się tam za kilka dni. Młyńska 59 (sprawdziłem teraz w Googlu, nie że mam taką świetną pamięć).
Tak jak zaplanowaliśmy, kilka dni później odwiedziliśmy Mielno. Nie wiem, czy kojarzycie ten nadmorski resort. Nazwałbym go Zakopane Północy, a główna ulica – Młyńska, to Krupówki w wersji max. Po obu stronach ulicy kramy, budy, balony, trampoliny, stoły z hokejem powietrznym i totalny jazgot z dziesiątek głośników, z każdego inna muzyka bum bum.
No nic. Przyjechaliśmy tu zjeść i zmykamy. Teraz pamiętam – nie miejliśmy wtedy numeru wiedzieliśmy tylko, że restauracja jest na wysokości zakrętu. Tam więc zaparkowaliśmy auto i zaczęliśmy szukać Vege baru. Ani śladu. Marketing zero. Nigdzie nie widać ich reklamy. Owszem – trzy bary z kiełbaskami, cztery z kebabami, przy ulicy stoliki z kanapkami posmarowanymi smalcem i gary z ogórkami. Naszego baru – ani śladu. Zapytałem okolicznych sprzedawców, czy wiedzą coś o knajpie wegetariańskiej gdzieś w okolicy. Nie, nikt o takim nie słyszał. Już mieliśmy poddać się i zjeść coś w pobliskiej restauracji, gdy rzutem na taśmę spytałem się kolejnej osoby o vege bar. Zobaczcie tam po drugiej stronie ulicy, tam chyba coś takiego jest. Druga strona ulicy to bar przy barze, o których pisałem wcześniej – nie było tam knajpy wegetariańskiej. Już miałem się poddać, przeszedłem jednak po raz kolejny na drugą stronę ulicy i przyjrzałem się ofercie jednego z nich: kanapki ze smalcem, kebab, hot dogi, kotlety schabowe, gyros… zaraz zaraz… a co tam jest napisane drobnym druczkiem pod każdym ze zdjęć? Kebab z… seytanu, kotlety schabowe… z soji… a więc to tak! Smalec? Owszem kanapka ze smalcem, ale z granulatu sojowego. Wszystko to była genialna wegetariańska mistyfikacja! Na głownym deptaku w Mielnie stworzyli knajpę wegetariańską podszywającą się pod najzwyklejszy podły bar, niczym nie odbiegający od krajobrazu kulinarnego tutejszej okolicy. Genialny marketing. Jestem pewien, że 90 % osób odwiedzających to miejsce nie miało pojęcia, że zjadło właśnie całkowicie bezmięsny posiłek, chociaż nie to było ich zamiarem. Genialne! Oczywiście nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek kłamstwie. Każda z potraw miała dokładny opis składników, cóż nieco małymi literkami, ale jeżeli ktoś był dociekliwy na pewno mógł go odczytać. Mnie jako wegetarianinowi śmiesznie się oglądało osoby ze smakiem zajadające się kebabem lub kanapką ze smalcem w wersji całkowicie bezmięsnej. Spytałem się właściciela baru dlaczego tak bardzo wtopili się w tutejszy kulinarny pejzaż – bo jak otwarcie chwaliliśmy się, że jesteśmy knajpą wegetariańską, to prawie nikt nie chciał do nas przychodzić…

I tak spotkałem owcę w wilczej skórze i taką oto historią chciałem się z Wami podzielić, pijąc herbatę w knajpie wegetariańskiej (oficjalnie się tym afiszującej), tym razem w Zielonej Górze.

 

 

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*