• ZADZWOŃ DO MNIE: 12 345 44 94

copywriter + naming = ból głowy

Dzisiaj trochę ponarzekam. Przez długi czas wmawiałem sobie jak pewnie każdy copywriter, że naming (wymyślanie nazw marek i firm) to przyjemne i ciekawe zajęcie. Po latach stwierdzam, że ze wszystkich zadań copywriterskich, naming stanowi dla mnie największe wyzwanie. Teraz, zanim podejmę się takiego zlecenia długo się nad tym zastanowię. Dlaczego? To bardzo trudna, wyczerpująca i często niewdzięczna praca. Z pozoru wygląda to bardzo niewinnie. Wystarczy wymyślić jedno słowo. Jedno słowo, które spodoba się klientowi. Potem trzeba tylko wystawić fakturę, zaktualizować portfolio i zapomnieć. To niestety wersja dla niepoprawnych optymistów.

Naming w profesjonalnym wydaniu to długie dni i nieprzespane noce spędzone nad słownikami i nieznanymi zaułkami Internetu w poszukiwaniu inspiracji. To zapisane zeszyty, niedopite kawy oraz wkurzona rodzina, która ma pretensję, że nawet po pracy bujasz gdzieś w obłokach w poszukiwaniu tej zagubionej, kryjącej się tuż za rogiem nazwy.

Poniżej wypiszę kilka powodów, dla których wg mnie naming jest bardzo trudnym zagadnieniem. Jeżeli ma być dobrze zrobiony musi być drogi.

1. Stworzenie dobrej unikatowej nazwy to składowa ciężkiej pracy, doświadczenia i narzędzi  – wypracowanych przez lata metod, które i tak na nic się zdadzą jeżeli nie masz szczęścia – tej iskierki, która zapali się w pewnym momencie w Twojej głowie i nie odleci hen w nieznane spłoszona Twoim nagłym podnieceniem, że jesteś już blisko.

2. Nawet jeżeli stworzysz zastaw dobrych nazw, musisz zaprezentować je klientowi. To jest dla niego 10 nowych wyrazów, z których jeden ma stać się nieodłącznym elementem jego biznesu. Czujesz to obciążenie? Wybrać jeden wyraz, podjąć tak ważną decyzję? Nie każdy jest na to gotowy.

3. Idealnym rozwiązaniem byłoby przygotować zestaw nazw i każdą z nich wstępnie zaprojektować jako logo. Tak zaprezentowana nazwa sprzedaje się dużo lepiej – nawet najlepsza nazwa napisana zwykłą czcionką, widziana po raz pierwszy, wygląda obco. Dopiero, gdy się opatrzy, zadomowi w świadomości – staje się intrygująca i bliska klientowi. Są oczywiście nazwy genialne, które od razu zaskakują. Czasami i takie pojawiają się w mojej głowie, ale gdy za chwilę pojawią się w wyszukiwarce wolnych domen… najczęściej pojawia się komunikat domena zajęta.

4. Żeby stworzyć zestaw 10 dobrych nazw – zwykle potrzebuję około tygodnia lub dwóch ciężkiej pracy. W tym czasie mógłbym zrobić inne duże projekty, których efekt byłby raczej przewidywalny i łatwy do zaakceptowania. W przypadku namingu – to, że nazwy spodobają się klientowi nie jest już tak pewne. Wiem co mówię. Zajmuję się namingiem już od wielu lat. Założyłem jedną z pierwszych specjalistycznych agencji namingowych.

Po co to wszystko piszę? Chciałbym uświadomić potencjalnym klientom, że naming musi dużo kosztować.  Owszem efekt to raptem kilka wyrazów i to może boleć. Ale za tym stoi moja boląca głowa. Coś za coś.

Na pocieszenie (siebie i innych) dodam, że stworzyłem wiele nazw, które spodobały się moim klientom i teraz reprezentują ich marki i nazwy firm.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*